Zaznacz stronę

W pierwszym wpisie opowiem Wam skąd wziął się pomysł na założenie Stowarzyszenia Klucz – Stop Społecznym Wykluczeniom.
Pomysł narodził się już w maju 2016 roku – pomimo, że do jego realizacji przystąpiłam dopiero po Marszu Kobiet w październiku 2017.

Na początku 2016 roku bardzo zachorowałam. Zdiagnozowano u mnie nowotwór tarczycy. Musiałam walczyć nie tylko z chorobą, ale też z chorym prawem w naszym kraju.

A jak to się zaczęło?
Przez rok regularnie przez złe samopoczucie zabierało mnie pogotowie. Lekarze tłumaczyli, że to przez astmę alergiczna. W końcu bardzo przytyłam i kilka razy zemdlałam. Zmieniłam lekarza rodzinnego. Od razu wysłał mnie ze skierowaniem pilnym na USG tarczycy. Pomimo, że skierowanie nagłe – czekałam ponad miesiąc.
Badanie wykazało duży guz na lewym płacie tarczycy i kilka małych po prawej stronie. Dostałam skierowanie do endokrynologa. Na wizytę z NFZ trzeba było czekać 4 miesiące. Zdecydowałam się pójść prywatnie.
Dostałam skierowanie na biopsje cienkoigłową. Ze względu na długi czas oczekiwania zdecydowałam się i tym razem na prywatną wizytę. Już następnego dnia otrzymałam wynik – brodawkowaty nowotwór tarczycy. Nie wiem, czy bałam się wtedy bardziej choroby czy tego, że znowu przez długie kolejki i biurokracje będzie mnóstwo utrudnień.
Przypadek bardzo pilny, więc do lekarza chirurga dostałam się już na kolejny tydzień. Szkoda tylko, że gdy miałam na godzinę 8:30, zostałam przyjęta dopiero o 14:00. Nie dość, że cały dzień zmarnowany, to jeszcze mnóstwo stresu.

Termin operacji wyznaczony został na maj. Przed tym jednak musiałam wykonać dużo badań – prześwietlenie płuc, badania krwi itp.
Usunięto mi całą tarczyce i środkową część węzłów chłonnych (badanie histopatologiczne wykazało przerzuty do węzłów chłonnych). Po operacji straciłam głos. Mówiłam tylko szeptem, ciężko mi się oddychało. Lekarze stwierdzili, że to przejdzie i bagatelizowali moje objawy. Poszłam do foniatry (niestety, przez kolejki do lekarza z NFZ – znowu prywatnie). Okazało się, że podczas operacji została uszkodzona prawa struna głosowa. Trudno – podpisywałam oświadczenie w którym wyraziłam zgodę na wszelkie powikłania, jakie mogą nastąpić po wykonanym zabiegu.

Głosu nie miałam przez ponad pół roku. Codziennie chodziłam na rehabilitację. Regularnie byłam wzywana na komisje lekarskie, Musiałam „udowadniać”, że straciłam głos. Teraz już wszystko wróciło do normy. Z tym tylko, że ta prawa struna nadal nie jest w pełni sprawna i nie potrafię mówić aż tak głośno, jak kiedyś.

W tamtych chwilach brakowało mi wsparcia. Ze strony urzędników nie mogłam liczyć na jakąkolwiek pomoc. Dostawałam tylko niechęć i brak empatii. Dlatego obiecałam sobie, że już nigdy nie pozwolę na wykluczenia. Będę walczyć z chorym systemem w naszym kraju i pomagać tym, którzy tego potrzebują.